Moja przygoda z Thermomix
- od sceptycyzmu do niekończącej się miłości

W 2019 roku, jako mama trójki małych dzieci, wróciłam do pracy etatowej. Brakowało mi czasu na gotowanie, pomysłów na różnorodne dania i energii do realizacji codziennych obowiązków. Kupowaliśmy te same produkty, jedząc stale około 20 dań na zmianę. Gotowanie zajmowało więcej czasu, a warzywa często się psuły. Wszystko zmieniło się w wakacje 2019, kiedy będąc u siostry nad morzem, spróbowałam pysznych jagodzianek. Okazało się, że to własny wypiek przygotowany z pomocą urządzenia Thermomix. Pół roku zajęło mi, by również zdobyć to wielofunkcyjne urządzenie.

Najpierw kupiłam używane książki dedykowane urządzeniu, myśląc, że sobie poradzę bez samego urządzenia, a przepisy będą wystarczające. Okazało się jednak, że urządzenie Thermomix wykonuje za nas znaczną pracę, idealnie wyrabiając ciasto, kontrolując temperaturę obróbki, siekając, miksując i doprawiając. Wiedziałam, że go chcę, ale jako małżeństwo na dorobku, planowałam jego zakup dopiero za około 2 lata. Z pomocą przyszła mi koleżanka, która zaproponowała współpracę. Dzięki temu mogłam cieszyć się Thermomixem już od marca 2020 roku. 

I tak rozpoczęła się ta miłość, która trwa do dziś.